Quickborn – od szopy na narzędzia do kawowego horseboxa

2026-08-28 12:19:00
Poznajemy palarnie- odcinek siódmy Quickborn Coffee Roasters

Quickborn od kuchni – rozmowa z Tomášem i Petru

Zaczęło się od małej palarki w szopie na narzędzia. Później przyszły pierwsze eventy, przerobiona przyczepa dla koni i duet, którego trudno pomylić z typową palarnią: Tomáš – barista i Petru – barman. 

Tak powstał Quickborn – palarnia kawy specialty ze Skalicy na Słowacji, która łączy kawę, koktajle, podróże i eventy. Ich horsebox przejechał już niejeden kilometr, a od teraz kaw Quickborn możecie spróbować również w LABUNIE.

Ale zanim przejdziecie do ziaren, chcieliśmy dowiedzieć się, co właściwie kryje się za Quickborn. Skąd ta nazwa? Kto wpadł na pomysł przerobienia przyczepy dla koni na mobilny bar? Jakiego słowackiego zespołu słucha się w trasie? I dlaczego wymarzoną kolaboracją Quickborn jest… PlayStation?

Poznajcie Tomáša, Petru i historię Quickborn.

Zaczęliście w szopie na narzędzia, eksperymentując z małą palarką. Brzmi trochę jak kawowy startup z garażu :) Pamiętacie pierwszą kawę, po której pomyśleliście: „kurczę, może naprawdę da się z tego zrobić coś większego”?

Nie pamiętam naszej pierwszej kawy, ale dobrze pamiętam jeden z naszych pierwszych festiwali folklorystycznych. Był tam gość, który cały czas wracał po flat white’a i w pewnym momencie zaczął krzyczeć, że robimy najlepszego flat white’a, jakiego kiedykolwiek pił.

To był moment, kiedy spojrzeliśmy na siebie i pomyśleliśmy, że może rzeczywiście jest w tym coś więcej.

No właśnie – szopa, mała palarka, eventy, a chwilę później kawa serwowana z przerobionego horseboxu. Kto pierwszy wpadł na pomysł: „kupmy przyczepę dla koni i zróbmy w niej bar”? I czy druga osoba od razu powiedziała TAK? :)

 

Pewnego dnia znalazłem starą przyczepę dla koni przerobioną na bar i pokazałem ją Petru. Powiedziałem, że kiedyś moglibyśmy spróbować zrobić coś podobnego.

Przeglądałem wtedy najróżniejsze przeróbki przyczep i sprawdzałem, jak ludzie budują mobilne bary, jakich przyczep najczęściej używają i jak to wszystko rozwiązują.

Jego reakcja była mniej więcej: „pokaż mi więcej”. Doszliśmy do wniosku, że faktycznie możemy sobie na to pozwolić i spróbować. Wtedy zaczęliśmy już na serio zastanawiać się, jak możemy zrealizować ten pomysł.

Skąd QUICKBORN? Nazwa zdecydowanie nie brzmi jak kolejna „XYZ Coffee Roasters”, więc musi się za nią coś kryć.

Ku Waszemu zaskoczeniu historia może być prostsza, niż się wydaje. Wybieranie nazwy trwało u nas naprawdę długo :D Zaczynaliśmy już być zirytowani wszystkimi możliwymi opcjami.

Jestem wielkim fanem mitologii i akurat czytałem wtedy bardzo dobrą, rozbudowaną książkę o mitologii nordyckiej. Wpadliśmy więc na pomysł, żeby otworzyć ją na przypadkowej stronie.

I właśnie tam trafiliśmy na słowo Quickborn.


Oznaczało ono mniej więcej „cudowne źródło” albo „źródło młodości i radości”. Od razu skojarzyło nam się to z kawą.

I tak zostaliśmy Quickborn :D

Tomáš – barista. Petru – barman. To brzmi jak przepis albo na świetny biznes, albo na bardzo długie dyskusje o smaku :) Jak wygląda u Was podejmowanie decyzji? I który z Was częściej mówi drugiemu: „nie, tego absolutnie nie wypuszczamy”?

Dokładnie tak, jak mówicie — nasze podniebienia są naprawdę różne.

Ja szukam w kawie czegoś zupełnie innego niż Petru. Dzięki temu możemy tworzyć znacznie szerszą i ciekawszą gamę profili smakowych.

Czy świat koktajli nauczył Was czegoś, co później przenieśliście do kawy? Myślenia o balansie, teksturze, aromatach, prezentacji?

Przede wszystkim prezentacji.

Obaj uważamy, że kawiarnie i palarnie mogą jeszcze wiele nauczyć się od innych branż — na przykład barów, winiarni czy sommelierów.

Na niektórych eventach nadal korzystamy też z barmańskich umiejętności Petru, bo potrafimy przygotować naprawdę świetne koktajle — i wcale nie muszą być tylko na bazie kawy :D

A teraz odwracamy sytuację. Gdyby QUICKBORN był koktajlem, co znalazłoby się w szklance?

Old Fashioned.


Czysty, elegancki i przygotowany z konkretną intencją. Bez niepotrzebnych dodatków, tak aby prawdziwy charakter każdego składnika mógł powoli wyjść na pierwszy plan.

To taki drink, którego — podobnie jak świetnej kawy — nie powinno się pić w pośpiechu.

QUICKBORN dużo podróżuje. Zrobiliście kawę na setkach eventów, festiwali i pop-upów. Jaka była najbardziej absurdalna, zabawna albo kompletnie nieplanowana sytuacja, która spotkała Was w trasie?

W trasie spotykamy mnóstwo świetnych ludzi.

Niedawno podczas jednego z eventów, około 23:00, jakiś gość zamówił dwie chai latte z dodatkowym shotem kawy — jedną na mleku owsianym, drugą na kokosowym.

Nie mogliśmy powstrzymać śmiechu, bo byliśmy już w trakcie zamykania stanowiska, a tu nagle pojawiło się tak rozbudowane zamówienie na sam koniec dnia.

Na ostatnim evencie wydarzyło się też coś jeszcze lepszego. Kiedy pakowaliśmy cały ciężki sprzęt, zniknął nasz mały wózek transportowy.

W końcu znalazłem faceta, który sobie go zabrał :D Twierdził, że bardzo go potrzebuje, bo ma namiot i duży plecak, więc powinienem mu go pożyczyć.

Było to dość absurdalne, biorąc pod uwagę, że my wciąż mieliśmy do przeniesienia ekspresy do kawy i kilka ciężkich stołów :D

Wygrywacie możliwość postawienia horseboxu na dowolnym wydarzeniu na świecie. Nie interesują nas koszty, logistyka ani pozwolenia. Gdzie jedzie QUICKBORN?

Myślę, że gdzieś do Toskanii.

Obaj potrafimy sobie wyobrazić serwowanie kawy z naszego horseboxu przy zachodzie słońca, w takim otoczeniu.

To byłoby spektakularne.

A skoro jesteśmy w trasie: horsebox rusza ze Skalicy w długą podróż i przez całą drogę możecie słuchać tylko jednego słowackiego zespołu albo artysty. Kto leci z głośników?

Zdecydowanie Horkýže Slíže.

Jeśli ich nie znacie, powinniście dodać ich do swojej playlisty.

Pytanie, które lubimy zadawać w „Poznajemy Palarnie”: QUICKBORN x …? Wasza wymarzona kolaboracja. Nie musi mieć absolutnie nic wspólnego z kawą. Sky is the limit.

Haha, to zróbmy kolaborację z PlayStation.

Quickborn i PS5 mogliby stworzyć grę, w której wcielasz się w baristę i roastera podróżującego po świecie :D

Myślę, że mogłaby odnieść naprawdę duży sukces — a do każdej kopii gry dorzucalibyśmy paczkę naszej kawy.

Można by grać całą noc, a potem nad ranem po prostu zaparzyć sobie dobrą kawę i grać dalej :D

I na koniec: ktoś w Polsce po raz pierwszy widzi paczkę QUICKBORN na półce LABUNY. Nie zna Was, nie zna Waszej historii i ma przed sobą kilkadziesiąt innych kaw. Macie jedno zdanie, żeby przekonać go do zdjęcia właśnie Waszej paczki z półki. Co mówicie?

Dajcie nam jeden łyk. Resztę niech powie kawa.

Sprawdźcie ich aktualną ofertę w naszym sklepie i poczujcie Quickborn w swojej filiżance

Autor:Labuna.pl